8 sierpnia 2011   


http://nienormalna.ownlog.com/
0



7 sierpnia 2011   


jestem do nieskończonej potęgi zła. nigdy nie powinnam była tego przeczytać. nie spojrzę jej już w oczy. ona nie wie czym jest zło w tej gnijącej ranie. dziurze. nie ma pojęcia. 

nigdy nie napisałam, że jej nienawidzę. chociaż tutaj są wylewane moje ciemne myśli. czasem tylko miałam żal. 


DLACZEGO MAMA NAZWAŁA MNIE ŻMIJĄ???


gdy ja tymczasem kocham tak wielu ludzi. w tym ją. gdy na tak wielu istnieniach mi zależy. gdy tyle słucham, starając się nie mówić nic o sobie. by nie obciążać. 


wykonam wszystkie rzeczy do zrobienia. zrobię obiad. posprzątam. umyję. poodkurzam i pojadę w siną dal nad rzekę. powrzucać głazy goryczy do wody. 

3



6 sierpnia 2011   


nie potrafię już odgrywać swoich ról. gdy Ty zarywasz inne laski. jestem zmęczona patrzeniem w oczy samotności. są wielkie i podkrążone. pozostały mi pojedyncze papierosy i wódka. w końcu nic więcej nie jestem warta. 
z trudem silę się na uśmiech. po alkoholu bywa lepiej. dobitniej zdaję sobie sprawę, iż znieczulenie przestaje działać. a może to ból narasta?
wciąż przed oczami mam Ciebie z tamtą choć widziałam ich setki w Twoich ramionach. patrząc z balkonu nie potrafiłam oderwać od Was wzroku. nie pamiętam jak wyszłam z klubu. pamiętam drogę do domu. zataczając się położyłam się w łóżku. by następnego dnia wstać. i znowu się upić na Twój widok. 


SUKCESYWNIEJ ZABIJASZ MNIE SŁOWAMI. choć byłam gotowa błagać o drugą szansę. nie zrobiłam tego. 




jesteś dla mnie ostrzem. DESTRUKCYJNĄ PRZYJEMNOŚCIĄ.

3



3 sierpnia 2011   


niech Twoje demony gryzą mnie w szyję. liżą piersi.
jaki masz kolor oczu?
nikt jeszcze nie nazwał tej barwy.
pozwoliłam Ci zajrzeć w moje smutne oczy. w Twoich ujrzałam szaleństwo. 
słuchaj, teraz gram dla Ciebie!...
przyciśnij mnie do ściany. i zawładnij. możemy balansować nad przepaściami swoich umysłów. kochać się w bólu. nienawidzić. 
smakujesz innymi facetami. 
a Ty innymi laskami. 
wiem, że nigdy nie będziemy razem. jesteśmy w tak podobny sposób nienormalni. wyjątkowi. nigdy nie będziemy mogli ze sobą być...
-jesteś moją "destrakszyn"...



to wszystko wydarzyło się jednego wieczoru. z poniedziałku na wtorek. dla tych, którzy nie wiedzą, Amadeusza pierwszy raz spotkałam w marcu na imprezie. od razu mi się spodobał. wyczułam w nim to coś.... później miałam miliony innch przygód, wiedziałam, ze nie mam u niego szans. jednak gdy tylko go spotykałam albo o nim słyszałam serce mi przyśpieszało. w końcu mnie zauważył, bez mojego narzucania się. chwilę rozmawialiśmy. tańczyliśmy. na kolejnych imprezach podobnie. wszystko zmieniło się właśnie w poniedziałek. zaczął być w dziwny sposób zazdrosny. doszło do dziwnych dialogów. gdy Kamil zmył się z imprezy Amadeusz dosłownie mnie chwycił za rękę i przyciągnął do siebie. to typ człowieka, który ma wyjebane na wszystko i wszystkich. na nikim mu nie zależy. a jednak... przyciągając mnie. mówiąc mi, że go pociągam i powyższe, napisane kursywą słowa, dał mi jasno do zrozumienia, że dostrzega moją wyjątkowość. bo jesteśmy w ten sam sposób inni. szaleni pijacy-poeci. opowiedział mi o rzeczach o których nie mówił chyba nikomu. strasznych rzeczach.

3



31 lipca 2011   


matka chce mnie zamknąć w czterech ścianach. jakbym to ja sama dla siebie była bezpieczna. ja i moja głowa w jednym kącie leżały. bym znowu zaczęła regularnie wymiotować matka spuściła moje fajki w toalecie. NIE PRZYSZŁO JEJ DO GŁOWY, BY ZABRAĆ MI ŻYLETKI. może odrąbiesz paluszki, bym nie miała co wpychać do buźki?! 

w poniedziałek i tak pójdę się nachlać. bo nie chcę pamiętać choć przez kilka sekund kim jesteś. i że mam matkę. 



byle tylko znaleźć pracę.
byle tylko znaleźć pracę.
byle tylko znaleźć pracę.
jeszcze nigdy z taką determinacją nie myślałam o tym, by po prostu nie wrócić do domu.





a wiesz co najbardziej boli?
to. że nie mam już dla kogo żyć.
wtedy do oczu cisną mi się łzy. 

11



30 lipca 2011   


wymieszałam wódkę z życiem.
zabolało.


do ust klei mi się samotność. ma cierpki smak. drętwieje język. co poranek zrywam się z przerażeniem. budzą mnie myśli o moich błędach. spadam i uderzam ciałem o podłogę. nie wiem czego się boję. 



staram się nie zawodzić ludzi. dlaczego mnie zawodzicie? 


WIEDZIAŁAM ŻE NIE JESTEM STWORZONA DO PRZYJAŹNI.

0



28 lipca 2011   



wygaszam w sobie uczucia. wilgotnymi palcami ściskam ostatnie knoty. 

widzisz. nie potrafimy się dotrzeć. 


dzisiaj chcę umrzeć na niewydolność wątroby.
przez Ciebie. 

ze szczęścia upiję się dzisiaj własną krwią. 


2



24 lipca 2011   


DZISIAJ NIE CZUJĘ SIĘ BRUDNA. DZISIAJ MOGŁAM BYĆ TWOJA. 

tego wieczoru. mogłam mieć nawet jego. kolejny cel zaliczony. maszerujecie, naiwni, do mojego stanika. po raz pierwszy tak na prawdę żałuję, że to nie będzie na stałe. 

w Tobie mogłabym się zakochać.
z Tobą pójść odkopać serduszko.

miałam koszmar. gdzie to nie Ty mnie pieprzyłeś. choć myślałam, że ciągniesz za rękę do samochodu. 

w rzeczywistości. w tej ciemności zgraliśmy się. idealnie. robiłeś to czego oczekiwałam. zdziwię się, jeśli zapamiętasz czerwonowłosą. 

szukam strat na ciele. gładzę spuchnięte kolano. podarte leginsy. połamałam paznokcie w złości na korze z pożądania. proszę. 



poczułam, iż zapragnęłam tego chłodu. głodu. chcę znowu straszyć nóżkami jak patyczki. liczyć żebra. niezjedzone kalorie. 

Here is a boy with paper skin who longs to touch the girl of broken glass.
She loves it when he wears his skin like that.
Pig Destroyer


8



23 lipca 2011   


SKALANA POCAŁUNKAMI. BRUDNA.

jak ten śpiąc kot. jak szmatka powieszona na wietrze. bezwładna. bezumysłowa. chciałabym zmyć z siebie te dotyki. te języki. 



mam luki w pamięci.
wielkości rozwartych ust. 








6



21 lipca 2011   

jaskółki zwiesiły główki.


samotność wrzyna mi się w główkę. jak drut kolczasty w rosnący pień drzewa. znajomości tak ulotne. aż żałosne. jednak boli. z dziurek w głowie uciekają stróżki myśli. spływają po skroniach. mam policzki zbroczone erotyką samobójstw. uczuć.


Artur znowu zszedł się z jedną ze swoich byłych.  nie boli mnie jego szczęście. raczej moja nieszczęście. jest namacalnie dotykalne jak zimny marmur. 


dzisiaj pewnie znowu zabawię w klubie. wszystko po to by bezkarnie nawalić się dziewięcioprocentowym piwem. dowalić sobie winem z biedronki. wypalić kilkanaście papierosów. i podtrzymywać te nietrwałe znajomości ile się da. 


Amadeusz*: ...bo we mnie drzemią dwie osoby. dusza romantyka i pijaka... 
lubię kiedy on myśli, że zarywa mnie tą swoją tanią elokwencję. myśli, że jego "oryginalność" plus wygląd dają mu wszystko. zachowanie kategorycznie nie do przyjęcia. 

*brat Sebastiana, megaprzystojny dwudziestodwulatek 


 

5



18 lipca 2011   

Miłość jest tym, o czym marzysz, paląc trzeciego papierosa. - Mian Mian -


tak. czuję, gdy burza się zbliża. ona najpierw jest we mnie. kołysze. usypia. moje wnętrze. potem szumi mi w uszach i grzmi w mojej głowie. zamykam oczy na słońce. łamię paznokcie na murach z cegieł codzienności. krew we włosach faluje. 
przełykam ostatni łyk kawy. 
głębokimi nocami. wyobrażam sobie jak razem siedzimy na balkonie. Ty odgarniasz sny z moich skroni. bandażujesz poranione ciałko. ujmujesz moje zimne policzki w duże dłonie. moje usta z malinowych szkarłatnieją. stygmatami z papierosów nazywamy miłość. malujemy dymem na kobaltowym niebie do rana. w mojej chorej główce ściskasz ramiona tym mocniej i bardziej drży moje podniecone ciało z zimna samotności. przeszywane strachem przed rozbłyskującymi zygzakami między chmurami.

[to wszystko urojone mrzonki z mojego zgniłego,
stęsknionego uczuć wnętrza]





10



15 lipca 2011   


widziałam jak się patrzył. oglądał się. 

miałam już iść z tej beznadziejnej imprezy. gdyby nie Marcin i reszta towarzystwa.

niektóre z Was może pamiętają osiemnastkę Marcina [notatka z 22 marca] i starszego brata Sebastiana? otóż głębokie rozmowy o życiowych pustkach doprowadziły do tego o czym marzyłam od tamtej imprezy. do całowania się z tym moim męskim ideałem.  
po drugiej towarzystwo na parkiecie mocno się przerzedziło. poznikały laski w czerwonych sukienkach i na dwudziestocentymetrowych obcasach. z nudów i niezadowolenia zaczęłyśmy pić piwo obserwując niezdarnie kiwających się, żałosnych chłopców. Monika nagle szarpie mnie za spódnicę i wskazuje brodą w kierunku schodów. serce momentalnie mi zamarło widząc szczupłą sylwetkę w czarnym T-shircie. rozczochrane, przydługawe włosy. on. Mariusz. nie minęło 15 minut a jego broda już mnie łaskotała w policzki. nie wspominałam o nim wcześniej, bo gdybym miała opowiadać o wszystkich facetach z imprez, domówek, dyskotek, pubów, popijaw wpisy byłyby nieprzyzwoicie długie i nudne. Mariusza poznałam tydzień temu w tym samym klubie. taniec z nim to coś absolutnie porywającego i zabawnego. jak z nikim innym mam wrażenie, że jesteśmy do siebie idealnie dopasowani. i przysięgam, że jego słowa naprawdę robiły na mnie wrażenie, choć normalnie bełkot chłopaków tego typu mnie nie rusza. i kończy się na pobłażliwym przytakiwaniu z mojej strony. ale Mariusz to absolutny wyjątek. nie sądzę, żebym go jeszcze kiedyś spotkała. 
bariera wiekowa. absolutnie hamuje zarówno mnie jak i jego. różnica 8 lat! (tak, tak on wiedział, że mam 18 lat zaraz na początku jak mi się przedstawił.)

13



13 lipca 2011   


moje włosy mają kolor krwi. przykrywam się nimi, gdy o mnie nie myślisz. chcę być wyrzutem sumienia w Twojej głowie. smołą w klatce piersiowej, którą się krztusisz. żalem, który wypijasz z wódką.
jutro znowu rozłożą dla mnie dywan z chłopięcych serc. odurzona muzyką zatańczę dla nich wszystkich. lecz dla Ciebie, Kamil, nie. boso, by tym razem nie ranić nikogo. i samej nie zostać zranioną.

pragnę chłopca, z którym za rękę pobiegniemy przez sosnowy las. chcę chłopca poetę. 

nazywam samotność tysiącami słów. przez upał puchnie mi ciało. wymiotuję. tymi myślami. snami. śliną. kochankami. 


2



13 lipca 2011   


podałam chłopcu wódkę. i kazałam mu spojrzeć w moje czarne źrenice. niech gładko przechodzi. niech niedotykalnie rani. niech mocniej uderza do głowy. a na pytanie czy wyjdę za Ciebie, odpowiadam rozchylając malinowe usteczka, które całujesz - mam już męża. 

przebiegłam na paluszkach. najciszej jak mogłam. przez wielkie serduszko dużego chłopca. nie chcę go ranić. tak bardzo go kocham. możesz zostać moim ojcem. 

Artur kupił mnie za czerwone Marlboro. dostał ciało. 

miotam się. by więcej nie wpaść w te same ramiona. nie wolno. nie przeżyję tego. 


między nocnymi pieszczotami włosów. a goryczą czarnej kawy w południe. nie posiadam niczego. gdzieś wyzbyłam się pasji. ciekawości świata. potrafię tulić w palcach malutkiego kota. i składać głowę na białej poduszce. nie myśleć.

6



10 lipca 2011   


z Vogue'iem w małej dłoni.
trzy dni imprez. picia. palenia. lizania. pieprzenia. wracania nad ranem. aż brak mi słów i nie wiem o czym pisać. tego było tak wiele. 
kogo chciałam - tego miałam. wystarczył jeden uśmiech. zwykła rozmowa. ja nie podrywam. nie lubię być uwodzicielska. i nigdy nie jestem. ja intryguję. 

znowu nastają szare dni. do czwartku. nie dzieje się nic. 




12




2012
marzec
luty
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec